Każdy ma jakiegoś Greya

Johny_0d32db_963471Mój metroseksualny mężczyzna zamieszkał w naszym ślicznym, nowym mieszkaniu na długo przede mną, kiedy było już przystosowane do przechowania stada niedźwiedzi (bardzo kulturalnych, ale jednak niedźwiedzi), lecz nie dwulatka. Tym bardziej nie było więc przystosowane do przechowania metroseksualnego mężczyzny. Ten jednak nie narzekał, co już samo w sobie było podejrzane. Pewnego razu postanowiłam trochę podrążyć temat.

- Jak rozwiązałeś problem lustra kochanie? – dzwonię, niby zatroskana. – Kupiłeś już jakieś?

- Nie. Radzę sobie bez. Czytaj dalej

Opublikowano Codzienność | Skomentuj

Jedz, módl się, kochaj (niepotrzebne skreślić)

zdjecie_20110505122650_325Dzisiaj będzie bardzo intratna historia miłosno-kulinarna, niestety bez wampira, ale za to z elementami gore. Kanapka z tuńczykiem i majonezem ma bardzo poważny bagaż semantyczny w pewnym kręgu moich znajomych. Wszystko zaczęło się od niejakiej Beaty, która danie to wymyśliła i opatentowała, a uwielbiała je tak bardzo, że uznała dzień przed maturą pisemną z polskiego, że tylko ono może ukoić jej nerwy. Niestety była i jest osobą nader energiczną, dlatego otworzyła puszkę z rybą na tyle skutecznie, że poharatała sobie obie dłonie i do matury przystąpiła z dwoma zabandażowanymi kikutami, ukrywającymi krwawą jatkę i kilkanaście szwów. Czytaj dalej

Opublikowano Codzienność | Skomentuj

Każdemu po Gębie

Arizona-Dream-arizona-dream-27939288-500-308Szufladkowanie nie zawsze jest złe. Konwersacja dotyczy mojej rozmowy kwalifikacyjnej nr 125372, ale szybko zamienia się w popychanie o pierdołach podsyconym jadowitą złośliwością, jak to między Psiapsiółami.

- I o co cię zapytali? – ciekawi się Anitka, która nigdy nie była na żadnej rozmowie kwalifikacyjnej. Jest to bezcelowe, bo na dyplomie ma Artysta-Muzyk, czyli w hierarchii potencjalnego pracodawcy znajduje się niżej niż niewykwalifikowany, upośledzony, czarny bizon gej bez nóg.

- O ulubiony film. Czytaj dalej

Opublikowano Codzienność | Skomentuj

Historia wieczności – Jorge Luis Borges

foto-jorge-luis-borgesSzybka wizualizacja procesu lektury „Historii wieczności”. W momencie otwarcia książki materializuje się koło ciebie duch Borgesa, odkręca czubek czaszki, wyciąga mózg i ładuje do niego, jak do pieca, informacje, które mogłyby zasilić szufladkę ‘wiedza bezużyteczna’ na jakieś czterdzieści lat. Podstępny, ślepy łajdak trafia bez pudła. Czytaj dalej

Opublikowano Przeczytane | Skomentuj

Dżuma czy inna zaraza

serce-pigulkiDzieci są pełne wad fabrycznych.  Po pierwsze: choroba. Dopada znienacka i dotyczy wszystkich wokół, a najmniej chorującego. Dziecko chore głownie śpi. Potem, dla równowagi akustycznej, trochę płacze. A potem znowu śpi. To akurat plusy tej sytuacji. Niestety nie wymyślono jeszcze przechowalni dla chorych dzieci (jaki szpital?! Czyście zwariowali?!); tak samo, jak nie wymyślono przechowalni dla dzieci z napadami szału (druga wada fabryczna). Czytaj dalej

Opublikowano Codzienność | Skomentuj

Ciemno, prawie noc – Joanna Bator

Ciemno-prawie-noc_Joanna-Bator,images_big,27,978-83-280-0839-7Najlepsza (i jedyna) recenzja ostatniej książki Joanny Bator, którą usłyszałam, brzmiała: „Weź to przeczytaj, bo nie wiem, czy ta książka jest tak dobra, czy tak słaba!”. Recenzja ta spełniła swoje zadanie – zaczęłam wokół „Ciemno, prawie noc” zataczać coraz mniejsze koła, by w końcu od niechcenia ją otworzyć i wpaść jak przysłowiowa śliwka w kompot. Książka jest rewelacyjna i łączy w sobie wszystko, co najlepsze we współczesnej polskiej prozie. Jest to kryminał, ale kryminał witkowski (szybkie tłumaczenie dla nie-fanów Michała Witkowskiego: udaje kryminał, a w rzeczywistości wykorzystuje wątki kryminalne dla snucia historii obyczajowej w jak najlepszym stylu). Czytaj dalej

Opublikowano Przeczytane | Skomentuj

Być jak Krzysztof Ibisz

540557_493763320704741_259842346_nWiosna zbliża się wielkimi krokami. A jak wszyscy wiemy, wiosna to nie tylko ciepełko, ptaszki, kwiatki i radość, to także (a w pewnym momencie przede wszystkim, bo problem narasta z każdą chwilą) grube tyłki. Jako osoba bombardowana ze wszech stron idealnymi modelkami, klnę na twórców Photoshopa i własną głupotę, po czym z rezygnacją przystępuję do wdrażania planu wiosennego. Plan wiosenny zakłada, że na wodzie i sałacie dociągnę do lata, po czym niby ten Narcyz przejrzę się w tafli jeziora i zamrę z zachwytu na widok superlaski w bikini. Być może ten jeden jedyny raz uda mi się wdrożyć plan w czyn, bo życie zaproponowało mi niewiarygodnie skuteczną dietę, na której udało mi się zgubić pięć kilogramów w trzy tygodnie ze znikomym efektem jojo przy wizycie u rodziców. Czytaj dalej

Opublikowano Codzienność | Otagowano | Skomentuj

Rej byłby dumny

11146172_10202981149849501_780738238_nTeraz będzie klimat z Nike 2011. Każdy region szczyci się swoim dialektem. Nasz dialekt jest malutki, skromniutki i wielokroć obalony, ale entuzjastów nadal posiada. Wydano nawet słownik naszej gwary (nakład wciąż większy niż przeciętny tomik poezji), który dostarczył wiele uciechy i zabawy. U mnie w domu się tak nie mówiło, ale jako wychowywana wśród tubylców, doskonale rozumiem zasłyszane na spacerze zdania, typu:

- Jo pojda do sklypa i kupio se szneka z glancem, jo?

- Toć jo, ni! Czytaj dalej

Opublikowano Codzienność | 1 komentarz

Postawa obywatelska

11117874_10202913689723040_1594533229_nDzisiaj na spacerze byliśmy świadkami takiej scenki. Nieopodal nas, również spacerowym krokiem powłóczy się inna młoda mama z córką (lat na oko pięć) i hulajnogą. Na ławeczce siedzi dwóch miłych panów, popijając z zakamuflowanej butelki ducha polskości w stanie czystym. Gęby czerwone, ciuch zaniedbany, głos przepity. Szczęśliwi filozofowie przy pracy. Nagle młoda mama zaczyna uzewnętrzniać swe obawy, jakoby zbyt wolne przemieszczanie się córki mogło udaremnić ich dotarcie do przedszkola na czas. Ton głosu więcej niż podniesiony, wypowiedź sowicie okraszana przerywnikami na „k”, a także pełna potocznych wyrażeń synonimicznych na „j” i na „p”. Mała zaczyna płakać i płacze coraz głośniej. Matka próbuje wziąć ją na ręce, ale mała się wyrywa i zaczyna uciekać. Matka podbiega do niej i… Czytaj dalej

Opublikowano Codzienność | 1 komentarz

Portrety i obserwacje – Truman Capote

11118181_10202911784835419_145479248_nMoże dobrze się stało, że nigdy wcześniej nie zetknęłam się z prozą Trumana Capote’go i zaczęłam tę literacką przygodę od krótkich form zebranych w opasłym tomie „Portrety i obserwacje”. Już od pierwszych zdań wpadłam w zachwyt niemal bałwochwalczy i trwałam w tym uniesieniu do ostatnich stron. Trudno jednoznacznie orzec z czego wynika magia tych opowiadań. Styl jest prosty i klarowny, ale przy tym niezwykle lekki. Człowiek po prostu płynie przez opowiadane historie, ale nie wpław, więc nie powodują one zmęczenia. Przeprawa odbywa się w ukwieconej gondoli, w której na chwilę pojawiają się przywoływani przez Trumana ludzie, by zaraz zniknąć bez żalu i zrobić miejsce kolejnym. Odnosi się wrażenie, że każdego z nich można dotknąć, tak zdają się bliscy odbiorcy. Przez chwilę siedzisz z Marlonem Brando i rozganiasz ręką papierosowy dym, którego jest, zdaje się, nieustającym źródłem. Za chwilę maszerujesz przez Nowy Jork z Marilyn Monroe i widzisz Czytaj dalej

Opublikowano Przeczytane | Skomentuj