Psie smutki

hqdefaultZima. Śnieg, lód, wichura. Początek kwietnia. Spaceruję bulwarem z mą latoroślą. Kątem oka widzę Strażnika Miejskiego, idącego niemal równo ze mną. Odruchowo spinam się w sobie, chociaż nie dzierżę w dłoni żadnego napoju, którego nie powinno spożywać się w miejscu publicznym, a pety po papierosach od dawna wyrzucam do śmietników, choćby trzeba było nieść je w dłoni aż po horyzont. Jednak stare przyzwyczajenia pozostają. Przede mną maszeruje piękne dziewczę, lat na oko piętnaście, choć może być mniej, bo kto to przewidzi. Od góry prezentuje się tak: modnie upięte blond, mniej więcej w moim odcieniu („Nie silimy się na naturalność”), dalej różowa kusa kurteczka, następnie pas młodego ciałka, skrywający nerki, biodrówki dżinsowe, adidaski. W ręku dzierży smycz, a na niej pit bulla. Piesek oddaje się temu, czemu pieski oddają się na spacerze. Władza przyspiesza, władza atakuje, władza dopada.

- Dzień dobry. A posprzątać po piesku?

Dziewoja w trwodze. Usta rozdziawione, oczy w słup, piesek niezainteresowany.

- Ale… jak? – udaje jej się wykrztusić.

- A w woreczek i do śmietnika. – życzliwie odpowiada Strażnik Miejski, wyraźnie w dobrym humorze. Myślę sobie, oho! Będzie mandacik.

- Ale ja nie mam woreczka… – dziewoja blednie na myśl o nowym manicurze, a może tylko na myśl o mandacie.

- To nic nie szkodzi. Ja mam! – i wręcza dziewoi worek z głową psa. Dziewoja przyjmuje prezent i teraz już na pewno myśli o paznokciach. Strażnik rozwiewa jej troski i wyciąga pomocną dłoń. – Pani sobie znajdzie jakiś kijek i wepchnie zanieczyszczenie do środka. O, proszę! Tutaj jakiś leży. – podaje jej piękną gałązkę, a dziewoja wciąż w osłupieniu wykonuje polecenia. – Takie woreczki można nabyć w kiosku, polecam się zaopatrzyć, a tymczasem życzę miłego dnia.

Dziewoja z woreczkiem idzie na prawo, a Strażnik Miejski na lewo.

Żartuję! Wróć.

- Takie woreczki można kupić w kiosku. Lepiej zainwestować w worki niż płacić manadaty, poza tym mogą być jednorazówki po zakupach. Za zaśmiecanie miejsca publicznego mandat wynosi 150zł, ma pani 150zł?

- Nie mam!

- A 50zł?

- Też nie mam.

- A 5zł?

-No… Mogę wziąć od mamy…

- To weź od mamy i kup worki, bo po psie się sprząta!

I tak jestem z niego dumna. To jednak za mało, żeby być przeciwko likwidacji Straży Miejskiej. Sorry, boys.

Informacje o BookNotCook

Świadomie czytająca. Świadomie niegotująca. Mama :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Codzienność. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>